Tajemnica oddechu..?

Ostatnimi czasy natrafiłem (zresztą po raz kolejny) na transkrypcję doskonałego wykładu Hazrat Inayata Khana pt. “Tajemnica oddechu”. Pozwalam sobie zacytować poniżej pierwszy akapit tekstu, ponieważ gdy go przeczytałem, stwierdziłem, że powinien być mottem dla każdej poważnej książki na temat praktyki asan:

“Nawet dla osób, które nie znają się specjalnie na medycynie jest jasne, że cały mechanizm ciała przestaje funkcjonować, gdy przestajemy oddychać. To oznacza, że jaki perfekcyjny by nie był stan organizmu, nieobecność oddechu czyni go trupem. Innymi słowy, elementem życia w organizmie, tym, co czyni go żywym, jest właśnie oddech. Tak naprawdę niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego faktu. Żyjemy dzień po dniu, pracujemy, zajęci codziennym życiem, zaabsorbowani swoimi myślami, zajęci swoimi interesami, goniąc za swoimi pobudkami, zapominając jednak o podstawowej zasadzie życia. Gdy ktoś mówi:»Modlitwa jest ważną rzeczą.«, ludzie pomyślą: »Tak, być może.« Gdy inny powie: »Medytacja jest wspaniała.«, odpowiedź będzie: »Rzeczywiście, coś w tym jest.« Jednak gdyby ktoś powiedział: »Oddychanie jest wielką tajemnicą.«, reakcja byłaby: »Dlaczego? Nigdy w ten sposób nie pomyślałem. Rzeczywiście jest?«

Inny interesujący wątek, który porusza Inayat Khan w tym wykładzie jest również rozwijany w jodze, szczególnie przez Krishnamacharyę, Desikachara i A.G. Mohana:

“Możemy też zaobserwować, że gdy oddech zmierza w różnych kierunkach, inicjuje odmienne działania i powoduje inne efekty. Np. zwarcie, rozciąganie czy choćby mruganie, te wszystkie działania, to gra oddechu poruszającego się w różnyc kierunkach. Podobnie jest z każdym normalnym działaniem, podejmowanym przez nas w ciągu dnia. Kaszel, ziewanie, wzdychanie, to wszystko tylko inne akcje oddechu. Ponadto zdolność przyjmowania pokarmów i zdolność do wydalania resztek przemiany materii są również rezultatem różnych kierunków, w których porusza się oddech. A gdy oddech nie pracuje w którymś kierunku, wówczas dana aktywność organizmu jest zatrzymywana.”

Powyższy fragment jest świetnym wyjaśnieniem dlaczego A.G. Mohan wielokrotnie podkreśla, że w terapii jogą dużo ważniejszy jest sposób oddychania niż wykonanie konkretnych pozycji. Temat kierunków oddechu sygnalizuję również w poście o pranajamie na tym blogu.

Vinyasa joga – metodyka nauczania

Ostatnio przez 2 wspaniałe nauczycielki wykształcone w metodzie Iyengara, a jednocześnie zafascynowane vinyasa kramą w moim ujęciu, zostałem zapytany jak nauczać początkujących, jaka jest metodyka vinyasy. Zanim przejdę do meritum sprawy pozwolę sobie przytoczyć pewną historię… Otóż rozmawialiśmy kiedyś, przy okazji warsztatów w mojej Pracowni, z Ewą Stwiertnią, nauczycielką jogi z Lubina, a zarazem specjalistką gimnastyki korekcyjnej. Rozmowa toczyła się na temat wadliwych koncepcji metodycznych, jak również po części systemu kształcenia nauczycieli jogi. Ewa, wspominając swoje studia opowiedziała o zajęciach z metodyki gimnastyki korekcyjno-kompensacyjnej. Otóż na zajęciach wykładowca kazał im przygotować zestaw ćwiczeń dla dzieci z którąś z dysfunkcji narządu ruchu. Oczywiście studenci (jak to studenci) rzucili się do swoich książek i atlasów, na co profesor wykrzyknął: “Żadnych książek, żadnych atlasów! Stańcie jak to dziecko, poczujcie co jest przykurczone, co jest napięte etc. i na tej podstawie skonstruujcie ćwiczenia, które pomogą mu funkcjonować lepiej.Taka metodyka jest mi bardzo bliska. Nie powtarzanie uczniom wyuczonych regułek, takich samych na każdych zajęcach, a uważność bieżącej chwili i osoby (osób), które mamy przed sobą.

Jak nauczam początkujących?

Na grupach początkujących skupiam się na wprowadzeniu i utrwaleniu 2 elementów: sychronizacji oddechu z ruchem i stabilności oraz równowagi. Dodatkowo, a może jako warunek wstępny skupiam się na uwolnieniu od nawykowych napięć.

Synchronizacji nauczam na prostych przejściach między asanami (unoszenie i opuszczanie rąk synchronizując oddech z ruchem, przejścia z wyprostu do skłonu, powitania słońca z vajrasany, powitania słońca z tadasany, wchodzenie i wychodzenie z różnych pozycji powtarzane kilkukrotnie), ale również w pozycjach statycznych. W pozycjach statycznych zwracam uwagę na to, by zauważać jak działa wdech (wydłuża kręgosłup, otwiera klatkę piersiową, aktywizuje), a jak działa wydech (rozluźnia, uspakaja) i wykorzystywać ich potencjał do odpowiednich akcji w asanach. Podstawy synchronizowania oddechu z ruchem szerzej opisałem w poście dostępnym tutaj. Szczególnie w pozycjach statycznych należy pamiętać, iż to oddech ma inicjować ruch.

Stabilność i równowaga są elementami, które również należy wypracować przed wprowadzaniem bardziej precyzyjnej pracy. Pomocne są tu pozycje z sekwencji tadasany, uttanasany, utkatasany, asany w staniu na jednej nodze, wreszcie pozycje w rokroku (trójkąty). Podstawowe zagadnienia na temat stabilności omówione są tutaj.

Warto zwrócić uwagę, iż swobodny oddech oraz stabilność w pozycji są też wskaźnikiem jak głęboko możemy wejść w pozycję. Jeżeli tracimy możliwość swobodnego, kontrolowanego przez nas oddychania i/lub stabilność w pozycji, to znaczy, że weszliśmy w pozycję zbyt głęboko. Należy to przekazać uczniom już na początkowym etapie.

Polecam nauczanie w raczej kameralnych grupach. Z mojego doświadczenia najlepiej prowadzi się grupy od kilku do kilkunastu osób. Powyżej 25 osób to delikatnie mówiąc masówa. Warto przypomnieć, iż Krishnamacharya nauczał głównie 1 na 1, nie bez powodu. Język, którego używamy, polecenia, które dajemy muszą aktywować w uczniach czucie, świadomość tego co robią. A zatem mówimy nie tylko jak, ale i po co. Co więcej najlepiej dopytywać o informację zwrotną (“Czy to jest dla Was zrozumiałe? Czy udało Wam się to poczuć? Co konkretnie?).

Kolejność pracy w asanach

W pracy z ciałem polecam trzymanie się następującego schematu (dokładnie w tej kolejności):

1. rozluźnienie, uwolnienie od napięcia

2. rozciąganie i ustawianie struktury ciała

3. ew. dołożenie siły.

Zastosowanie schematu w jakiejkolwiek innej kolejności prowadzi do utrwalania nawykowych napięć. Gdy nie zaczniemy od rozluźnienia napiętych miejsc, tylko od precyzyjnego budowania pozycji i budowania pracy mięśni, to napięcie zostaną “obudowane” i nie dość, że będzie coraz trudniej do nich dotrzeć to jeszcze będą się cały czas zwiększać.

Korygowanie

Na początku korygujemy uczniów przede wszystkim pod 2 względami:

  • rozluźnienie (wychwytujemy ich nawykowe napięcia i przez korekty oduczamy ich),
  • błędy w pozycji, które zakłócają bezpieczeństwo wykonania pozycji.

Gdy uczeń pozbywa się swoich nawykowych napięć i może już pracować zachowując rozluźnienie w asanach, korygujemy ze względu na cel, których chcemy osiągnąć.

Fatalnym błędem jest korygowanie wszystkiego w asanie. Uczniowie tracą orientację i nie uczą się samodzielność. Każde zajęcia powinny mieć swój cel i mając na uwadze ten cel właśnie korygujemy. Ilość komend i korekt nie może zbombardować ucznia, musi być możliwa do przyswojenia.

Dwa słowa o korygowaniu tutaj, a w tym miejscu o rozumieniu precyzji w praktyce asan.

Nie tylko asany…

Pamiętajmy, że joga to nie tylko asany, ale zestaw wielu innych praktyk. Stopniowo wspominajmy o jamach, nijamach, na grupach średniozaawansowych wprowadzajmy pranajamę i pratyaharę, a chętnych wprowadzajmy w praktyki kocentracji i medytacji. Dobrze wcześniej samemu znać bogactwo jogi, nie tylko z “czytanek”, a z osobistego doświadczenia.

Powodzenia!

Terapia jogą (citiksa krama) w problemach kobiecych

Zakres citiksa krama (terapii) w jodze “dla kobiet” jest dosyć szeroki. Obejmuje zagadnienia pracy z kobietami w ciąży, w trakcie mentruacji, leczenie zaburzeń w cyklu miesięcznym, problemów z zajściem w ciążę, problemów związanych z napięciem w narządach rodnych, kwestie związane okresem menopauzy, jak również wiele innych zagadnień, także związanych ze sferą psychiczną. Podobnie jak we wszystkich innych problemach, które leczymy, interesującym punktem wyjścia do terapii jest koncepcja 20 właściwości. Tak jak w każdym innym przypadku, nie tylko terapeutycznym, istotne jest indywidualne podejście do każdej osoby. Są jednak zagadnienia, na które warto szczególnie zwrócić uwagę:

* sposób oddychania: wiele kobiet “preferuje” szczytowy sposób oddychania, kreując w ten sposób dużo napięcia w okolicy barków, szyi, twarzy (napięcie w twarzy generuje dodatkowo pobudzenie w układzie nerwowym), dlatego jednym z ważniejszych aspektów jest nauczenie “brzusznego” sposobu oddychania, który jako jedyny koryguje błędne nawyki oddechowe,

* rozluźnienie dolnego brzucha: większość problemów w obrębie narządów rodnych związana jest z permanentnym napięciem w tym obszarze, dlatego podstawowym aspektem terapii “problemów kobiecych” jest praca nad rozluźnieniem dolnego brzucha (w niektórych wypadkach także okolicy nerek, jeśli jest napięta),

* akceptacja i zadowolenie: pomagają utrzymać stan umysłu sprzyjający procesom leczniczym i zaakceptować problemy, z którymi niewiele da się zrobić,

* uświadomienie i wzmocnienie mięśni dna miednicy: podtrzymują one narządy wewnętrzne, a zazwyczaj są bardzo słabe i do tego dla większości osób nieświadome, pomóc powinny na początku takie pozycje jak cykle pavanamuktasany i apanasany, a następnie aświni mudra w wygięciach w tył i mula i uddiyana bandha w skłonach do przodu + rozsądnie stosowane ćwiczenia brzuszno-miednicowe (równoważone ćwiczeniami rozluźniającymi ten obszar), budowanie świadomości tego obszaru.

Czy istnieje “joga kobieca”..?

Ostatnio, sądząc po tematyce wielu warsztatów jogi w Polsce, bardzo nośny marketingowo jest temat “jogi dla kobiet”. Według mnie nie ma tak naprawdę jogi dla mężczyzn i jogi dla kobiet. Joga dla każdego człowieka powinna być zindywidualizowana ze względu na masę czynników, wśród wielu innych – płeć. Jeśli oddzielamy “jogę dla kobiet” od “jogi” to po troszę sugerujemy, jakoby mężczyźni nie potrzebowali indywidualizacji praktyki…

Jeżeli podchodzimy do każdego ucznia indywidualnie, uwzględniając zestaw czynników, które determinują aktualny stan psychofizyczny – wówczas kwestia czy indywidualizujemy praktykę dla kobiety w ciąży czy np. 70-letniego mężczyzny nie gra roli. Joga jest jedna, ale praktyka jest indywidualna dla każdego z praktykujących.

Pratikriya – kontrpozycja, pozycja równoważąca…

Praktyka asan ma dawać poczucie harmonii. Nie powinna powodować wzrostu niepożądanych przez nas właściwości (napięcie, pobudzenie, “przepracowanie” ciała, ale i ociężałość, gnuśność, senność), tylko budować ogólną harmonię w organizmie, ale także w umyśle. W zakresie praktyki asan mamy do dyspozycji 5 rodzajów pozycji: stojące, leżące na plecach, leżące na brzuchu, odwrócone oraz asany w siadzie i klęku. Do tego w każdej z nich możemy pracować w różnych zakresach: skłon do przodu, wygięcie w tył, skłon w bok, skręt. Do tego dochodzą rozmaite sposoby i wzorce oddychania oraz statyczny i dynamiczny rodzaj praktyki. Ten zestaw środków pozwala nam uzyskać całościową harmonię i świadomość organizmu.

Śrivatsa Ramaswami zauważa: „Podobnie jak lekarstwa, asany jogi mogą mieć także drobne efekty uboczne, w zasadzie tylko na poziomie fizycznym. Aby im zapobiec, dla każdej bardziej intensywnej pozycji jest kontrpozycja (…), która pozwala zachować korzystne efekty uzyskane dzięki głównej pozycji, a usuwa owe efekty uboczne.”1 Podobnie T.K.V. Desikachar pisze: „Joga uczy nas, że każda akcja ma dwa skutki, jeden pozytywny, a drugi negatywny. Dlatego tak ważne jest zachowanie uważności w naszych działaniach – musimy rozpoznać które efekty są pozytywne, a które negatywne po to, abyśmy mogli wzmocnić te pozytywne, a negatywne – zneutralizować. Realizując tę zasadę w praktyce asan, używamy pewnych ćwiczeń, aby zharmonizować negatywne efekty intensywnych pozycji. Owo neutralizujące ćwiczenie nazywamy kontrpozycją lub ‘pratikriyasaną’.”2

Termin pratikriya najczęściej tłumaczony jest właśnie jako ‘kontrpozycja’, jednakże nie jest to najszczęśliwszy przekład. Jak podaje słownik Monier-Williams pratikriya oznacza ‘odpłacenie się (za dobro lub zło) , odwet, kompensacja, zapłata, przeciwieństwo, kontr-akcja, zapobieganie, lekarstwo, pomoc’. Nie chodzi tu o bezpośrednie przeciwieństwo. Jak pisze A.G. Mohan “Procedura, w której po danej asanie wykonujemy jej totatalne przeciwieństwo może być szkodliwa. To nie jest dobry sposób równoważenia swojej praktyki. Np. przeciwieństwem stania na głowie jest stanie na nogach, co nie jest najlepsze dla nas tuż po wykonaniu sirsasany. Przeciwieństwem do mostka jest paścimottanasana, która dla wielu osób jest sama w sobie trudną pozycją i nie przynosi wcale rozluźnienia w miejscach, które mogły się przepracować w mostku.” Pratikriyę raczej powinniśmy rozumieć jako działanie (kriyę), które zrównoważy nas stan, tak abyśmy nie kontynuowali praktyki wytrąceni z harmonijnego stanu. Dlatego spośród podanych w słowniku terminów najbardziej chyba pasować będzie tu termin kompensacja, ew. lekarstwo, choć ja bardzo lubię używane przez Mohanjiego sformułowanie “pozycja równoważąca” (ang. balancing posture). Pozycją równoważącą będzie asana, która zneutralizuje potencjalne negatywne działanie, nie zakłócając jednocześnie dobrych efektów poprzedniej pozycji.

Dla danej asany można zastosować różne pratikriye, zależnie od miejsca, gdzie odczuwane jest napięcie. Tak np. po staniu na głowie praktykujący może odczuwać napięcie w dolnych plecach i w szyi – wówczas kontrpozycją dla zharmonizowania obszaru dolnych pleców będzie pavanamuktasana / apanasana, a dla uwolnienia napięcia z szyi – salamba sarvangasana (świeca). A.G. Mohan podaje następujące zasady, które pozwalają dobrać odpowiednią pratikriyę:

  • Kontrpozycja powinna być prostsza do wykonania niż główna asana.
  • Kontrpozycja powinna być dynamiczną strukturą, co oznacza, że najczęściej będziesz do niej wchodzić i wychodzić z kolejnymi wdechami i wydechami.
  • Odpoczynek jest również sposobem na zharmonizowanie ciała po intensywnych pozycjach. Jeśli masz wątpliwości jaką kontrpozycję wykonać – po prostu odpocznij. Relaks jest dobrym czasem na samoobserwację, więc być może po prześledzeniu efektów pozycji podczas odpoczynku będziesz wiedział jaki program zastosować na zharmonizowanie jej efektów.
  • Czasem trzeba wykonać dwie lub więcej pozycji dla zharmonizowania ciała. Pierwszą z nich zazwyczaj będzie odpoczynek.
  • Aby przygotować się do skrętu, jak również zharmonizować jego efekty, zastosuj symetryczny skłon do przodu (uttanasana, paścimottanasana etc.).
  • Przed podjęciem praktyki danej pozycji, naucz się najpierw wykonywać odpowiednią kontrpozycję (np. zanim podejmiesz naukę stania na głowie – naucz się wykonywać świecę, przed świecą – naucz się śalabhasany lub bhujangasany itd.).
  • Między dwiema trudnymi asanami wykonaj pozycję harmonizującą, która pozwoli ci zregenerować się3.

To, co mogę dodać od siebie do powyższych uwag to oczywista rada, by starać się tak pracować, by nie dopuszczać do napięć w żadnych miejscach (np. Nie stać na głowie do czasu, gdy się poczuje napięcie w szyi czy w kręgosłupie piersiowym, nie stać w urdhva dhanurasanie do czasu, aż zaczną boleć dolne plecy; dawkować odpowiednio odpoczynek, natężenie praktyki, ilość powtórzeń i czas trwania w pozycjach).

T.K.V. Desikachar dla podkreślenia wagi kontrpozycji przytacza następującą historię: „Mam dwóch braci. Gdy byliśmy mali, w naszym ogrodzie rosła ogromna palma kokosowa. Mój starszy brat ciągle powtarzał mnie i drugiemu bratu, że umie się wspinać na takie drzewa jak to, więc my ciągle namawialiśmy go, aby nam pokazał. (…) W końcu ugiął się pod presją i wspiął się na drzewo. Okazało się jednak, że wyszedł do góry bez żadnych problemów, ale nie wiedział jak zejść na dół, nie spadając. Nie było w okolicy nikogo, kto mógłby pomóc, więc utkwił na palmie na dobrych parę godzin. Podobnie jest z naszą praktyką asan: nie wystarczy wejść na drzewo, musimy wiedzieć jak wrócić na ziemię.”4

1Śrivatsa Ramaswami (2000), Yoga for the Three Stages of Life. Developing Your Practice As an Art Form, a Phisical Therapy, and a Guiding Philosophy,Inner Traditions, Rochester, s. 97.

2T.K.V. Desikachar (1995), The Heart of Yoga. Developing a Personal Practice, Inner Traditions, Rochester, s. 26.

3A.G. Mohan (2002), Yoga for Body, Breath, and Mind. A Guide for Personal Reintegration, Shambala, Boston & London, s. 138.

4T.K.V. Desikachar (1995), op. cit., s. 27.

Joga a religia

Często spotykam się z negatywnymi, z mojego punktu widzenia, tendencjami do “upychania” elementów indyjskiej religijności w nauczaniu jogi Europejczyków czy Amerykanów. Joga, w swojej klasycznej postaci, były niezwiązane z żadną religią, choć dotykały zagadnień z pogranicza religijności. Uważam, że jak najbardziej da się oddzielić elementy religii indyjskich od jogi. Wybitny mistyk indyjski, Hazrat Inayat Khan, by ułatwić zachodowi strawienie mistycyzmu islamskiego, oddzielił sedno sufizmu od kontekstu islamu. Podobną pracę, choć może na nieco mniej widowiskową skalę, wykonał na gruncie jogi Krishnamacharya. Warto pamiętać, że Patańdżali, twórca jogi klasycznej, nie wiązał jej z żadną religią, a wspominając o bogu – używał terminu “iśvara” nie przypisanego żadnemu konkretnemu bogowi, a raczej związanego z ideą boga jako taką.

Wnuk Krishnamacharyi, Kausthub Desikachar pisze:

“(…) [Krishnamacharya] zawsze dbał o to, by dowiedzieć się o osobistych wierzeniach swojego ucznia, zanim podjął pracę z nim. Stał mocno na stanowisku, że nie wolno narzucać swoich wierzeń innym , szczególnie w kwestiach religii czy duchowości, które są bardzo osobiste. (…) Np. pracując z uczniem wyznającym islam nauczał go, by medytować na Allacha. Gdy student był chrześcijaninem, sugerował, by medytować na Chrystusa (…). Nigdy nie sugerowałby wyznawcy Geneśi koncentrować się na Marii czy Allachu, ponieważ takie obrazy prawdopodobnie nie miałyby żadnego znaczenia dla niego, a mogłyby nawet go obrazić. Gdy dany student nie wierzył w boga, nigdy nie wspominał o bogu, nauczając go. Zamiast tego, prosił, by metodytować na elementy natury (…). Jeden z jego zachodnich uczniów, chrześcijanin, poprosił Krishnamacharyę o nauczenie go mantry do Narayany, jednego z najważniejszych bóstw w Indiach. »Narayana jest częścią mojej kultury i tradycji« – odpowiedział Krishnamacharya – »Musisz znaleźć swojego własnego Narayanę w Twojej kulturze. Tylko wtedy to zadziała.« (…) [Krishnamacharya] rozumiał, że rolą nauczyciela [jogi] jest doprowadzenie ucznia do odkrycia swojej własnej ścieżki.”

Drobny apel zatem do wszystkich czytelników: Pracujmy w odpowiednim kontekście!

Moja droga do jogi Krishnamacharyi…

Wiele osób pyta mnie jak to się stało, że kiedyś praktykowałem (a nawet nauczałem) inną metodę jogi, a teraz – inną. W jaki sposób to się dzieje, jaka jest droga do tego? Ten temat powraca, gdy przyjeżdżają nowe osoby na prowadzone przeze mnie warsztaty lub seminaria. W związku z tym poczułem, że to chyba odpowiedni moment, by napisać parę słów na ten temat. Otóż to nie jest tak, że podejmuje się taką decyzję, że do dnia tego a tego praktykuje wg takich wskazań, a np. od nowego miesiąca już praktykuję wg innej metody. To jest cały proces stopniowej ewolucji, więc postaram się pokrótce nakreślić swoją drogę.

Nigdy nie deklarowałem przywiązania do konkretnej metody jogi, raczej byłem otwarty na inne, przynajmniej na doświadczenie ich działania. Zetknąłem się z różnymi ścieżkami medytacji, a mój pierwszy kontakt z praktyką asan i pranajamy, to zajęcia Sivananda jogi u Poli Rdzanek (przedstawicielki organizacji Sivanandy w Polsce) gdzieś w roku 1993 lub 94. Potem przez lata bardziej bliska mi była praktyka medytacji i pranajamy, niż praca z asanami, aż do czasu rozpoczęcia praktyki jogi wg metody Iyengara. To było jakieś 8-10 lat temu. Pamiętam jednak, że jakieś 5 lat temu, będąc na jakiś warsztatach wakacyjnych jogi Iyengara, zrodziło się we mnie poczucie, że musi istnieć coś takiego jak “joga Krishnamacharyi”. Dosyć dużo już wtedy studiowałem w zakresie jogi, i teksty z klasycznego kanonu i teksty współczesnych “luminarzy” jogi. Wiedziałem, że i Iyengar i Pattabhi Jois i Desikachar uczyli się u jednego nauczyciela – Krishnamacharyi, jednakże ich metody różniły się znacząco między sobą (niewiele wiedziałem wówczas o metodzie Desikachara, ale znałem praktycznie praktykę wg Joisa i Iyengara). Miałem takie poczucie, że owa “joga Krishnamacharyi” musi być mocno osadzona w jodze klasycznej, a w zakresie praktyki samych asan na pewno obejmuje i dynamikę i trwanie w pozycjach. Wiedziałem już wtedy, że na pewno jest dużo pracy z oddechem, tylko nie miałem poczucia dokładnie w jaki sposób.

Mniej więcej w tym samym czasie miałem bardzo mocno doświadczenie braku synchronizacji ciała i umysłu na gruncie praktyki asan. Doszedłem w pracy z ciałem do punktu, gdzie byłem w stanie zrobić z ciałem rzeczy, na które nie był przygotowany umysł. Cała sytuacja skończyła się tym, że po pewnej intensywnej praktyce własnej asan tak mocno podrażniłem układ nerwowy, że miałem objawy ciężkiego zatrucia lub grypy żołądkowej. Wtedy zrozumiałem, że muszę znaleźć w praktyce czynnik, który zsynchronizuje ciało z umysłem. W zasadzie nietrudno było się zorientować, że tym czynnikiem musi być oddech.

Wtedy intensywnie zacząłem szukać w tym kierunku. Były różne etapy. Dzięki Christophowi Tissot i Sharatowi Arorze nauczyłem się praktykować asany bez napięcia i bez wysiłku, dzięki Sharatowi także naturalnie powiązać różne elementy swojego życia w spójną całość z praktyką pozycji, pranajmy i medytacji. Ale wciąż wiedziałem, że to jeszcze nie jest to czego szukałem. Nie znalazłem odpowiedzi na wątpliwości na temat synchronizacji oddechu z ruchem, ani na temat równowagi dynamika – statyka. Stopniowo pewne rzeczy same się krystalizowały, rodziły się pewne intuicje. I wtedy nawiązałem kontakt ze Śrivatsą Ramaswamim i poświęciłem się praktyce klasycznej vinyasa kramy, takiej jak on przedstawia w swojej książce “The Complete Book of Vinyasa Yoga”. Okazało się, że odpowiedzi Ramaswamiego na moje pytania potwierdziły wiele moich intuicji, których dotąd nikt nie potwierdzał, a pozostałe wątpliwości zostały same rozwiane przez praktykę. Później trochę luźniej zacząłem traktować jego podejście do sekwencji, zmierzając bardziej do “freestyle’owego” podejścia A.G. Mohana. Kulminacją tego były 2 warsztaty z Mohanjim, które wyzwoliły mnie chyba z ostatnich schematów myślenia jogicznego, które były spuścizną mojej “iyengarowskiej” praktyki. Dostrzegłem, że mam wiele manieryzmów w praktyce i nauczaniu, które nie są tak naprawde niczym uzasadnione, tylko przekazywane bez większego znaczenia od nauczyciela do nauczyciela itd. O ile kontakt z Ramaswami rozpoczął proces mojego “odchodzenia” od jogi Iyengara (grudzień 2008/styczeń 2009), a przed wakacjami 2009 formalnie rozwiązałem swoje “iyengarowskie” zobowiązania, to kontakt z A.G. Mohanem był oczyszczeniem umysłu ze złych nawyków, odświeżeniem i potwierdzeniem słuszności obranej drogi.

- – -

Oczywiście powyższą przemianę opisuje głównie na gruncie praktyki asan. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany – joga to dla mnie szerokie narzędzie, uważam, że należy korzystać z wszelkich dostępnych nam narzędzi jogi i moja praktyka obejmuje bardzo ważne wątki pranajamy, pratjahary i medytacji, jak również jamy i nijamy. Jednakże w tym wypadku przemiana toczy się bardziej wewnątrz, jest do tego bardziej intymna, i przez to trudniej o niej pisać. Dlatego czytając powyższy post, pamiętajcie, że jest tu jeszcze tło innych praktyk jogi, które w zasadzie kreują podatny grunt na “uważnościowe” zmiany.

Joga Krishnamacharyi: citiksa krama i śakti krama

Wstęp: http://jogawielobob.wordpress.com/2010/01/02/joga-krishnamacharyi-6-krama/

Srsti krama i siksana krama: http://jogawielobob.wordpress.com/2010/01/04/srsti-krama-siksana-krama/

Raksana krama i adhyatmika krama: http://jogawielobob.wordpress.com/2010/01/08/raksana-krama-adhyatmika-krama/

5. Citiksa krama

Citiksa oznacza terapię, leczenie. Ta kategoria praktyki jest przeznaczona dla osób, które doświadczają problemów ze swoim zdrowiem czy to fizycznym czy psychicznym. W citiksa kramie za pomocą narzędzi i technik jogi (nie tylko asan!) dąży się do doprowadzenia ciała i umysłu do równowagi, harmonii. Za pomocą budowania samoświadomości uruchamiane są mechanizmy samoregulacyjne. Desikachar mówi: “Nauczyłem się wiele o citiksa kramie od mojego ojca i widziałem niesamowite rezultaty dzielenia się tą wiedzą z ludźmi, którzy cierpieli na poważne problemy zdrowotne. Ludzie unikali operacji, leczyli się z poważnej migreny, na którą cierpieli całe życie, wychodzi z dna depresji, zwyciężali nowotwory, używając jogi jako systemu wsparcia(…).”

6. Śakti krama

Śakti krama jest kategorią praktyki, prowadzącą do uzyskania pewnych specyficznych umiejętności (siddhi). Desikachar opowiada swoje doświadczenia, gdy próbował namówić Krishnamacharyę na nauczanie go śakti kramy: “Próbowałem namówić mojego ojca, by nauczał mnie śaktu krama, w szczególności jak zatrzymać bicie serca. Zawsze odmawiał, odpowiadając, że nie jest to specjalnie użyteczne dla społeczenstwa. Zasugerował mi, bym w zamian za to skupił się na studiach citiksa kramy, która będzie wspaniałą służbą dla innych.” Podobnie Patańdżali ostrzega przed specyficznymi umiejętnościami, które mogą urodzić się w ciągu praktyki i praktykujący może się nimi upoić, zapominając o celu jogi. Jednakże niewątpliwie ten nurt praktyki też istnieje – choćby Krishnamacharya czy Swami Rama prezentowali zatrzymanie krążenia zaskoczonym zachodnim naukowcom. Sam poznałem Ranjita Sen Guptę, który zatrzymując oddech po wdechu w pranajamie, potrafił udźwignąć na swojej klatce piersiowej słonia o wadze 5 ton (bez ponoszenia nawet najdrobniejszego uszczerbku). Zetknąłem się również z osobami, które dzięki swojej praktyce rozwinęły umiejętności uzdrowicielskie, a sam również doświadczyłem budzenia się pewnych jakości i umiejętności dzięki oczyszczeniu umysłu poprzez praktykę. Jest to niewątpliwie jednak wewnętrzny nurt praktyki, co więcej raczej poboczny, w stosunku chociażby do adhyatmika kramy.

Rozstrzygnięcie zimowego konkursu książkowego

Zgodnie z ustalonymi wcześniej zasadami dnia 10 stycznia 2010 zamknąłem zimowy konkurs książkowy na moim blogu.

Komentarze biorące udział w konkursie ponumerowano od 1 do 91. Oczywiście nie uwzględniałem swoich odpowiedzi na komentarze, ani pingbacków. Za pomocą generatora liczb losowych wylosowałem komentarz nr 76, który należy do użytkownika Bart.

Gratuluję Bartkowi wygranej, zresztą po raz drugi w moim blogowym konkursie. Tym razem zdecydowanie zwyciężyła statystyka. Jeśli dobrze policzyłem, Bartek napisał 44 spośród 91 konkursowych komentarzy.

Przypominam, że nagrodą w konkursie jest książka “Nieskończona sieć. Anatomia powięzi w działaniu”, a fundatorem nagrody jest wydawnictwo Virgo. Bardzo dziękuję wydawnictwu za ufundowaniu nagrody, a wszystkim biorącym udział w konkursie – za udział i za współtworzenie tego bloga poprzez nasze wspólne dyskusje.

Joga Krishnamacharyi: raksana krama i adhyatmika krama

Wstęp: http://jogawielobob.wordpress.com/2010/01/02/joga-krishnamacharyi-6-krama/

Srsti krama i siksana krama: http://jogawielobob.wordpress.com/2010/01/04/srsti-krama-siksana-krama/

3. Raksana krama

Raksana jest praktyką dla podtrzymania zdrowia, uspokojenia umysłu oraz regeneracji. Ten typ praktyki jest zalecany przez Krishnamacharyę i jego uczniów (w szczególności Desikachara) dla osób dorosłych, które mają dużo obowiązków rodzinnych, społecznych i/lub zawodowych. Dzięki praktyce w ramach raksana krama mogą oni zachować harmonię fizyczną i psychiczną, jak również podołać swoim licznym obowiązkom.

Oddajmy głos Desikacharowi: “Na początku lat 70tych [XX wieku], moja praktyka przeszła od siksana kramy do raksana kramy. Prawdopodobnie stało się tak, ponieważ mój ojciec zauważył, że trochę się zestarzałem (teraz zbliżając się do czterdziestki), jak również, że zwiększyło się moje obciążenie pracą. Byłem już pełno-etatowym nauczycielem jogi i miałem sporo uczniów. Innym istotnym czynnikiem było to, że teraz byłem żonaty i miałem już swojego pierwszego syna. W związku z tym, praktyka została ukierunkowana głównie na pranajamę, ale zawierała także rozsądną ilość asan i odrobinę cichej medytacji. Patrząc wstecz, było to nieocenione dla mnie, ponieważ taki typ praktyki był dokładnie tym, czego potrzebowałem. (…) Może życie stawało się coraz szybsze i aby nadążyć za nim, jak również by podołać nadejściu dwójki kolejnych dzieci, potrzebowałem swoistej ‘magii’. To właśnie przyszło formie mojej praktyki.”

4. Adhyatmika krama

Przychodzi moment w praktyce, kiedy ciało jest przygotowane, a umysł wstępnie oczyszczony i zachodzi potrzeba głębszej pracy z umysłem. Tego typu praktykę “oferuje” adhyatmika krama. Jest to już kategoria praktyki, które bezpośrednio ma doprowadzić do celu jogi, jakim jest “zatrzymanie poruszeń umysłu” (JS I.2). Oczywiście główny nacisk jest położony tu na praktyki koncentracji i medytacji (cichej, ale też recytacji i modlitwy), jak również podejście do życia (jama, nijama), ale też świadomych ruch można praktykować tak, by umożliwiał nam głębsze zrozumienie siebie i wgląd we własną naturę.

Desikachar mówi dalej we wspomnianym wywiadzie: “W późnych latach 80tych [XX wieku], już miałem zdecydowanie inne spojrzenie na życie [niż w młodości]. (…) Myślę, że mój ojciec to zauważył i pewnego dnia wprowadził mnie w praktykę adhyatmika kramy. Była to specjalna praktyka zawierająca po trochu asany i pranajamy, ale z dużym naciskiem na komponenty medytacyjne(…). Piękno adhyatmika kramy polega na tym, że trzeba czasu, by zauważyć rezultaty praktyki. (…) Potrzebujemy cierpliwości, wytrzymałości i oddania regularnej praktyce.”.